Pisanie jest desperacką próbą wydarcia z samotności odrobiny godności i trochę pieniędzy.
Walter Moers, Miasto śniących książek
Cześć!

Jestem Nulla. Nuadell gdy trzeba podpisać się pod dziełem, Natalia Wial w dokumentach.
Rocznik ’92. Piszę, rysuję i tworzę. Od bardzo dawna próbuję znaleźć sposób, żeby robić to wszystko bez przekonywania samej siebie, że może jednak powinnam zająć się czymś bardziej rozsądnym.
Spoiler: nadal mi nie przeszło.
Chciałabym powiedzieć: nie pamiętam momentu, kiedy zaczęłam pisać, ale pamiętam. Pamiętam swoją pierwszą powieść, moje opus magnum napisane w wieku 9-lat. Dzięki niebiosom, przepadło i nie muszę się go wstydzić poza świadomością, że to napisałam.
Od tamtej pory moje pisanie przechodziło przez chyba wszystkie możliwe etapy: zachwyty nad własną twórczością, delulu o swojej wyjątkowości, publikacje internetowe, zderzenie ze ścianą, pierwsza krytyka. Zwątpienie, chowanie się w szufladzie, znów wyjście… Przez te 20 lat chyba przeszłam przez wszystkie stany pisarskie.
Plot-twist: nadal przechodzę, bo wracają jak bumerang.
Studiowałam edytorstwo i redakcję tekstu, i choć papieru nie mam (zawirowania życiowe zrobiły swoje), to bardzo wiele wyniosłam z tamtego okresu. Wiedzy i doświadczenia. Nader wszystko, studia mocno zmieniły moje podejście do samej siebie i życia.
Zwracam uwagę na słowa, zdania, konstrukcję tekstu i to, czy forma nie przeszkadza treści. Już dawno temu pisałam, że język potrafi całkowicie zmienić sposób, w jaki odbieramy autora i jego tekst. Do dziś się pod tym podpisuję.
Lubię, kiedy tekst ma własny charakter.
Nie chcę pisać tak, jak wszyscy.
Zresztą chyba nie potrafię.
Wierzę, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie może mieć autor, jest własny język. Nie taki idealny. Nie taki, który wszystkim się spodoba. Własny.
FANTASTYKA
Dlaczego fantastyka? Bo mam starszego brata, który kochał fantastykę i zaszczepił we mnie miłość do smoków, magii i potworów. A może w środku nadal jestem dziewczynką oglądającą bajki o księżniczkach, która nigdy nie wyrosła ze smoków, strasznych wież i złych czarownic?
Tak naprawdę fantastyka to kostium, w który przywdziewam problemy mi bliskie. Uprzedzenia, rasizm, nienawiść, ludzka natura w trudnych chwilach.
Ludzie.
Tak naprawdę najbardziej interesują mnie ludzie.
Ich relacje, wybory. Rzeczy, które robią sobie nawzajem. To, co zostaje po złych decyzjach i jak próbują poskładać się po tym, co ich złamało.
Dlatego w moich historiach fantastyka jest przestrzenią, a relacja między bohaterami często okazuje się ważniejsza od całej epickiej otoczki.
Nie potrzebuję bohatera, który jest idealny.
Potrzebuję takiego, któremu mam ochotę zajrzeć do głowy.
Moralna szarość na propsie.
PISZĘ, RYSUJĘ… TWORZĘ

Buduję bohaterów nie tylko słowami, ale i obrazem.
Nie lubię rysować. Wkurzam się. Rzucam mięsem, ale finalnie do tego wracam i robię swoje. Dlaczego? Może cieszą mnie widoczne postępy, może jestem głodna pochwał? A może po prostu nie umiem odpuścić.
Rysuję, bo mogę i to robię.
Tak naprawdę zawsze marzyłam o ilustracjach w wydanych powieściach, ale wiem, ile kosztuje rysownik…
WYPSTRYKANDO
Zanim pojawiłam się jako Nuadell, było Wypstrykando.
Blog prowadzony w latach 2012–2019, na którym pisałam o wszystkim, co w tamtym momencie wydawało mi się warte napisania. O książkach, relacjach, kobietach, języku, ludziach, rzeczach, które mnie wkurzały, i tych, które naprawdę mnie obchodziły.
Nie wszystkie teksty czytam dzisiaj bez zażenowania.
I bardzo dobrze.
Bo to też jestem ja.
Ta archiwalna część strony jest zapisem kolejnych etapów mojego pisania. Znajdziesz tam teksty, z których jestem dumna i teksty, które dzisiaj napisałabym inaczej. No i takie, przy których zastanawiam się, co ja właściwie wtedy miałam w głowie.
Nie zamierzam jednak udawać – bez nich nie byłoby mnie tutaj.
A teraz?
Mam więcej lat niż wtedy. Więcej doświadczeń, historii i zdecydowanie więcej powodów, żeby wiedzieć, że nie wszystko wychodzi za pierwszym razem.
Ale nadal piszę.
Nadal rysuję.
Nadal wymyślam ludzi, którzy nie istnieją, a potem przeżywam ich problemy tak, jakby istnieli naprawdę.
I nadal mam marzenia, które ktoś mógłby uznać za spóźnione.
Na szczęście nigdy nie byłam szczególnie dobra w przejmowaniu się tym, co ktoś uważa za właściwy moment.
W końcu jestem w sam raz, żeby je realizować.