WYPSTRYKANDO

2012. Dziecko (20-letnie) ma dostęp do internetu, jest przekonane o swoim życiowym celu zbawiania (syndrom mesjasza mocno) i zakłada to, co zakładało się w tamtym okresie – bloga.

Wypstrykando. Słowotwórcze beknięcie dziecka. Połączenie „wypstrykać” i „dyktando”. Co ja miałam w głowie? Nie wiem, ale nadal podoba mi się to wyrażenie.

W ten oto sposób powstała moja przystań internetowa na kilka lat. Tutaj zaczynałam tak prawdziwie pisać – nie opowiadania na fora, nie fanfticiony, ale myśli i uczucia. Osobiste wylewy wesołej twórczości.

2014. Studia.

Dwa lata mądrzejsza, wyczyściła stare mądrości i zaczęła od nowa. Trzy godzinna jazda w autobusie na uczelnie pozwalała na mnóstwo przemyśleń i obserwacji społeczności. Podsłuchałam mnóstwo rozmów, widok za oknem ciągnął za sobą rozmyślania, które musiały znaleźć ujście (inaczej bym pękła). Więc zaczęłam spisywać te przemyślenia.

I tu się zaczyna historia prawdziwa: zajęcia, rozmowy na uczelni, okienka na schodach z widokiem na parking i show „jak oni parkują”. To wszystko sprawiło, że kopałam coraz głębiej w swojej wrażliwości i próbie zrozumienia drugiego człowieka.

Tak zaczęłam pisać o problemach społecznych i związkowych.

2016. Hejt.

Blog urósł, zaczęłam być rozpoznawalna, ludzie z uczelni też go czytali. I niektórym się nie podobało. Stałam się ofiarą cyberprzemocą (chociaż wtedy jeszcze nie istniało takie pojęcie). Zaczęłam się stopniowo wycofywać. Kilka zrywów, desperackich prób powrotu w 2017, 2018, a nawet w 2019.

I koniec.

Blog zniknął, ja już ostatecznie też. Usunęłam fanpage, zablokowałam instagvrama. Miałam nie wracać.

A JEDNAK!

Wróciłam w 2024 do publikowania powieści na Wattpadzie. Pod koniec założyłam Instagrama. Tik-toka.

A Wypstrykando?

Naszedł czas, by wróciło ze mną.

Nie jako blog.

Jako archiwum.

Zostawiam tu teksty, które kiedyś były dla mnie ważne. Niektóre nadal są. Niektóre dzisiaj napisałabym inaczej. Pewnie znajdą się też takie, przy których będę siedzieć i zastanawiać się, co ja właściwie wtedy miałam w głowie.

Ale bez nich, nie byłoby mnie tutaj.

Witam ponownie na mojej przestrzeni osobistej bez cenzury algorytmu.