Najtrudniej jest zacząć. 

To ma być pierwszy temat drugiego wydania (Bez)radnika i właśnie, jak zacząć, żeby przyciągnąć uwagę? Pewnie jakąś zabawną anegdotką, sytuacją? Opowiedzieć o historii z wieprzkiem na rożnie? A może powinnam zacząć od tego, że rozpoczynanie pisania to jedno wielkie wycinanie żył i podrzynanie gardła, pełne bólu, łez i błagań o litość? A może zacząć uczuciami? Wylewnym monologiem o tym, jak cholernie ciężko jest pisać i że w sumie, po co ja to robię?

Skoro mam już uwagę (mam nadzieję), to historię zacząć właśnie najlepiej tak. Chwycić uwagę czytelnika w imadło i nie pozwolić mu się oderwać. Nieważne czy to jest opis rodem z filmu wojennego, czy też pełnej rozszarpującej strachem ucieczki przed seryjnym mordercą. Nieważne, czy to scena z kobierca ślubnego, od którego zaczniemy retrospekcję, albo wręcz przeciwnie, dowiemy się, że ze ślubu nici, bo Pan Młody pomylił druhnę z Panną młodą. 

Równie dobrze możesz po prostu chwycić k*tasa do ręki i pomachać czytelnikowi przed nosem. Nie wierzysz? To patrz. 

(The Hardest Fall, Ella Maise)

(The Hardest Fall, Ella Maise)

(żeby nie było, nie namawiam do wyciągania k*tasa w pierwszych akapitach!)

Tylko jak to zrobić, żeby Czytelnik pozostał do samego końca? 

I tu jest pies pogrzebany. 

Powiem na pewno, jak nie zacząć. 

W moim przypadku, jak czytam historię rozpoczynającą się od „Nazywam się jakoś-tam, mam siedemnaście lat i…” i niespecjalnie mnie interesuje taka forma przełamywania czwartej ściany. Dlaczego? Bo nie jest oryginalna. Tak zaczyna się ogrom tekstów, które próbują być oryginalne i przebić się do Czytelnika. Rozpoczynanie w ten sposób niczym się nie różni od info-bombingu. Bo po co mi wiedza, jaki rozmiar nosi, jakie miała problemy, jaki ma kolor włosów, albo że kompleksem jest nos (bo to zawsze jest nos)? Najlepiej wtrącić te informacje w tekst, w retrospekcje, umiejętnie lawirować emocjami i obrazami. 

Drugim początkiem, który mnie odrzuca, w 95% jest próba opowiedzenia zdarzeń z przeszłości. Ma to formę kartki z kalendarium, podręcznika do historii lub nudnej legendy, którą trzeba wałkować na pamięć. Pozbawiona emocji, często jest napisana na szybko, na siłę, z dużą ilością istotnych informacji… Na mnie to, stety-niestety, nie działa. Często zawiera się w tym info-bombing; za dużo nic niemówiących detali, które zapomnę. 

Najlepszym chwytakiem dla bardzo wielu Czytelników jest akcja. 

I tutaj do akcji wchodzi PROLOG.

I tutaj do akcji wchodzi PROLOG

Prolog to nie jest rozdział 0. Prolog ma konkretną funkcję – opowiada o zdarzeniach poprzedzających główną akcję historii. Bardzo wielu autorów wybiera wówczas formę legendy, opowiastki, wprowadzenia w świat podniosłością języka i… jak to często bywa, info bombingiem. Niestety. Taka forma często właśnie wiąże się z przybliżaniem elementów, które w rozdziale 1. nie mają większego fabularnie znaczenia. 

Jeśli o mnie chodzi – mogę śmiało zasugerować klamrę. Wycięcie fragmentu ze środka, który zaczyna się słowami „Tak, to ja utknąłem w tej gównianej sytuacji. Pewnie zastanawiasz się dlaczego…„. Znasz tę konstrukcję, prawda? Nawet jeśli nie używasz dosłownie tych słów, to przedstawiona patowa sytuacja bohatera jako konsekwencji jego wcześniejszych działań jest właśnie takim „yup, that’s me”. To tworzy zaś bardzo atrakcyjną klamrę. Klamrę, która jest swoistego rodzaju obietnicą, że coś się wydarzy. Czytelnik, widząc efekt, oczekuje proporcjonalnej akcji. Tutaj łatwo potknąć się o krawężnik na rowerku i mocno uderzyć o ziemię. Dlatego zaczynając od środka (załóżmy, od myśli samobójczych), niech wydarzenia prowadzące do tej sytuacji są proporcjonalne, a nie jest to chwilowe załamanie czy histeria bohatera.  

Należy pamiętać też – co zdarza się najczęściej na początku literackiej przygody – że prolog to nie jest po prostu rozdział 0. Nie poprzedza akcji o 2-3 dni i nie wnosi niczego specjalnego. Bo prolog ma funkcję. Wprowadza właśnie ważne informację, przedstawia istotne elementy dla całego dzieła; nie tylko bohatera czy wydarzeń, którymi rozpoczniemy historię. U mnie wielokrotnie prolog pełni rolę zapowiedzi, niewypowiedzianej obietnicy, czego można się spodziewać w tekście.

Drugim chwytakiem są EMOCJE.  

I też nie wszystkie emocje, a raczej, nie każdy sposób ich przedstawienia. Dobrym chwytakiem jest dramatyzm – złamane serce, płacz, złorzeczenie; wyzywanie świata czy Bogów. Coś, co jest konsekwencją pewnych wydarzeń/decyzji bohatera, co prowadzi do dalszych konsekwencji i wydarzeń. Uwielbiam akcję, która zaczyna się zazębiać i biegnie na dwóch płaszczyznach: zderzania się wspomnień z tu i teraz. Ale nie tylko negatywne emocje są chwytakiem! Euforia, podekscytowanie… 

Jednocześnie emocje są bardzo trudnym chwytakiem, bo można przytłoczyć aż nadto – zwłaszcza w klimacie depresyjnym – albo wręcz przeciwnie, można je spłaszczyć. Spłaszczone emocje sprawiają zaś, że czytelnik szybko ucieka, bo ma poczucie, że narzuca mu się, co powinien czuć, a jednocześnie jest skołowany, bo nie rozumie, dlaczego miałby współodczuwać właśnie to. 

STAWKA

W historii zawsze mamy pewną stawkę: przetrwanie świata, powstrzymanie wojny, uratowanie kogoś najbliższego czy po prostu uratowanie siebie. Na samym początku, by emocje uderzyły właściwie i przyciągnęły Czytelnika, należy pokazać, o co toczy się stawka. Bez stawki – emocje to lament i użalanie się, a akcja to puste opisy wydarzeń i ruch bez znaczenia. 

Czasami wystarczy wyprowadzić rozdział od stawki. Początek nie musi być głośny, wybuchowy, pełen trudnych emocji. Może być właśnie cichym niedopowiedzeniem; czymś, co budzi niepokój i sprawia, że ten niepokój będzie trwać w Czytelniku, aż nie pozna odpowiedzi. Napięcie buduje się na wiele sposobów. Jednocześnie niedopowiedzenie nie może być równoznaczne z wrażeniem, że nie kryje się za tym coś głębiej. Trzeba umiejętnie operować obietnicami serwowanymi Czytelnikowi. 

Co więcej, stawką nie musi być wojna i pokój. Może to być utrata pracy, upokorzenie, ujawnienie sekretu. Bo życie nie opiera się tylko na epickości – życie to też nasze mikro dramaty, jak spóźnienie do pracy, zepsuty samochód czy rozstanie z partnerem. 

Czy prolog jest potrzebny? 

No właśnie. Czy prolog jest potrzebny? Otóż: nie, nie jest. Jeśli możesz go usunąć i nie przyniesie to żadnych większych szkód dla historii, to nie spełnia on swojej funkcji. Dlatego – jeśli nie czujesz, by prolog był potrzebny – to go nie wrzucaj. Nie każda historia wymaga tego typu przedmowy. I to jest w porządku!

info bombing

To nie jest po prostu przedstawienie świata; to nie są informacje o jego funkcjonowaniu. To zarzucenie czytelnika zbyt wieloma informacjami na raz, przez co zostaje on dosłownie zbombardowany pojęciami, definicjami, mierzeniem i liczeniem świata, a potem… a potem o tym zapomina, bo w tym fragmencie było to nieważne. 

Waluta i sposób przeliczenia? Nie jest on ważny, kiedy przedstawia nam się bohatera.  Historia wojen i upadków imperium? W pierwszych akapitach zanudzi, jeśli nie jest podane w sposób zmyślny. 

„Hej, mam na imię (wstawiamy imię bohatera), mam siedemnaście lat i długie, brązowe włosy…”, czyli informacje o wyglądzie. Warto poczekać na właściwy moment, by przedstawić i zapadł w pamięć. 

Jednocześnie nie chodzi o to, by bać się opowiadać o tym, co stworzyłeś. Opowiadaj! Tylko wybierz na to odpowiedni moment. W środku walki nikt nie skupi się na budowie ostrza stworzonego przez legendarnego kowala; w środku walki Czytelnik skupi się na tym, czy bohater ma szanse przeżyć. 

Nie bój się opowiadać o świecie. Warto jednak się zastanowić: czy czytelnik musi to wiedzieć właśnie teraz, żeby historia miała sens?

Początek historii to nie egzamin ani pokaz fajerwerków. To obietnica, że masz o czym opowiedzieć – że są pytania, stawki i emocje, do których chcesz Czytelnika zaprosić.

Nie musisz zaczynać krwawo ani spektakularnie. Wystarczy wiedzieć, dlaczego i po co otwierasz fabułę właśnie w tym miejscu. Jeśli początek jest chaotyczny, przegadany albo pełen informacji bez znaczenia, to nie dlatego, że „nie umiesz pisać”.

Najczęściej próbujesz powiedzieć za dużo naraz.

Daj Czytelnikowi powód, by został. Resztę możesz opowiedzieć później.

Dodaj komentarz